poniedziałek, 25 marca 2013

BARANEK Z MASŁA "DIY"


Święta Wielkanocne... nie wyobrażam niedzielnego stołu bez wielu potraw, jednak to jest podstawa, która sądzę, że gości na ABSOLUTNIE KAŻDYM stole!

O tym, że foremki drewniane do maślanych baranków do wielowiekowa tradycja wspominać pewnie nie muszę...  Pokażę Wam jednak, jak sobie poradzić, gdy tej foremki zarówno u Was jak i u życzliwego sąsiada zabraknie!

Składnikiem głównym (i praktycznie jedynym nie licząc 2 kuleczek pieprzu na "oczka" dla baranka) jest MASŁO. Porządne, schłodzone prawdziwe (82%tłuszczu) masło!

1) Ze schłodzonej kostki masła uformuj nożem korpus i głowę, śmiało możesz baranka odchudzić! odcinając ok 1cm jego boku.

2) Z praski do czosnku wyciskaj futerko - nakładaj je NOŻYKIEM ZACZYNAJĄC OD DOŁU BARANKA (dzięki temu futerko będzie się ładniej układać, mamy nas nim większą kontrolę)

3) Gdy baranka ze wszystkich stron otulimy maślanym futerkiem proponuję wyrzeźbić główkę - ja robię to palcami, albo ścinam kawałki nożykiem, wklejam pieprzowe oczka, czasem bukszpanowe uszka...Cokolwiek, co uznacie za pasujące.

4) Baranka ułóżcie w koszyczku do święconki - na pewno zaciekawi krewnych i znajomych królika :P

sobota, 23 lutego 2013

BRUKSELKA ZUPEŁNIE INNA Z POLĘDWICZKĄ WIEPRZOWĄ

Brukselka.
Kojarzy się z rozgotowaną kulką w odcieniu zgniłej zieleni...zmorą obiadów dzieciństwa!
A gdybym Wam pokazała, że może wyglądać zupełnie inaczej ją przyrządzić i pokazać,
skusilibyście się? :)
Przepisu nauczyłam się na warsztatach kulinarnych w Vine Bridge, o których pisałam już na blogu. 

(Kuchnia Matki Polki to mój kryptonim na FB :) )

Składniki:

1) BRUKSELKA:
- 0,5 kg brukselki
- kostki lodu
- 1 papryczka chilli
- masło (ok 30-50 g)
- sól
- świeżo zmielony pieprz
- koperek (opcjonalnie)
- 1 cebula
- 2 ząbki czosnku 
2) POLĘDWICZKI                   
- polędwica wieprzowa         
- masło                                       
- olej (nie trzeba dodawać, jeśli
używamy masła klarowanego)
- rozmaryn                               
- tymianek                                  
- 2-3 ząbki czosnku                  
- świeżo mielony pieprz          
- szczypta soli                            
(na sam koniec smażenia)        

Sposób przygotowania:

Brukselkę obieramy listek po listku (pozbywając się "głąbków" i liści zewnętrznych - obieramy zupełnie jak kapustę) - proces jest pracochłonny, owszem, ale sądzę, że warto poświęcić na to czas :)

Wrzucamy brukselki do miski i zalewamy wrzątkiem na max 30 sekund, odcedzamy na sicie lub w durszlaku wypełnionym kostkami lodu (dzięki temu brukselka zachowa kolor i przyjemną konsystencję). 

Na sporej lub głębokiej patelni szklimy cebulkę, na maśle, dodajemy brukselkę, wyciskamy czosnek przez praskę, dodajemy koperek, sól i pieprz, Kroimy papryczkę chilli, pozbywamy się pestek i dodajemy pokrojoną w kawałki (np. poprzeczne paseczki) chilli na patelnię. Dusimy wszystko przez chwilę, (można dodać masło, jeśli patelnia jest zbyt sucha - chodzi o to, by potrawa się nie przypaliła).


Polędwiczka to oczywiście propozycja kompozycyjna do obiadu. Obraną z włókien i ścięgien polędwicę kroimy w 1,5 centymetrowe eskalopki. Wrzucamy do miseczki, do której dodajemy również rozmaryn, tymianek i pieprz, mieszamy by mięso ładnie otoczyło się przyprawami. 
Na patelnię wlewamy olej i dodajemy masło (kawałek grubości 1cm). Gdy tłuszcz się rozpuści wrzucamy polędwiczki, dodajemy też ząbki czosnku w łupinie - zgniecione nożem (czosnek smażony w łupinie nie będzie gorzki!) Obsmażamy polędwiczki z każdej strony, wrzucamy później na 5 min do pieca nagrzanego do 180 - 200oC. Solimy dopiero przed podaniem. (jeśli dodamy soli podczas smażenia mięso zrobi się twarde).

Smacznego :)
P.S. Mam nadzieję, że wegetarianie nie zrażą się mięsem w przepisie i spróbują chociaż brukselki  - WARTO! :)

Bierzemy udział w akcjach:




SUFLET CZEKOLADOWY Z SEREM PLEŚNIOWYM

Czekolada. Gorzka. Najlepsza!
Ser... pleśniowy! Rozpływający się w ustach marmurek...
Jak tu nie połączyć tych dwóch smaków?!
Oglądając kiedyś program w chemii kuchennej dowiedziałam się, że te dwa produkty pasują do siebie ze względu na podobny chemicznie proces fermentacji:


 Tak oto powstał... suflet czekoladowy z serem pleśniowym:


Jak widać na załączonym obrazku wcale nie potrzeba specjalnych kokilek! Doskonale sprawdzają się ceramiczne/ porcelanowe naczynia. W końcu ceramikę wypala się w wysokiej temperaturze, musi więc być odporna na "jedyne" 200 stopni :) 



 Składniki (na 4 suflety):

-  200g gorzkiej czekolady

- pół kostki (tj. 100g) masła (+ troszkę do wysmarowania kokilek)
- 5 jajek (żółtko i białko oddzielnie)
-  cukier (4 czubate łyżki)
- ser pleśniowy np. Lazur
- szczypta soli
- mąka do wysypania kokilek/filiżanek


Sposób przygotowania:

Gorzką czekoladę i masło rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Pozwalamy nieco ostygnąć masie czekoladowej, ponieważ będziemy łączyć ją z jajkami, więc nie może być zbyt gorąca!

Oddzielamy białka od żółtek, białka ubijamy ze szczyptą soli do sztywnej piany, żółtka z 4 łyżkami cukru ucieramy na gładką masę (jak kogel-mogel).

Roztarte żółtka i czekoladę mieszamy ze sobą dokładnie, dodajemy pianę z białek i kilkoma ruchami przekładamy masę z białkami - UWAGA! Nie mieszajcie zbyt intensywnie, bo suflet nie wyrośnie,
i nie będzie taki puszysty!

Kokilki trzeba wysmarować masłem, wysypać mąką (nadmiar mąki usunąć) Ten zabieg pozwoli naszemu sufletowi elegancko piąć się w górę.

Wlewamy masę do kokilek, do środka, jako nadzienie dajemy odrobinę sera Lazur - kawałki wielkości łyżeczki.

Piekarnik nagrzewamy do 200oC i pieczemy przez 10 minut. 

Zjadamy ciepłe. Smacznego :)


P.S. Przepis bierze udział w akcji:




środa, 9 stycznia 2013

Jedzmy bardziej

Dawno mnie tu nie było, zaniedbałam pisanie, co wcale nie znaczy jednak, że nic się w moim życiu nie działo. Wręcz przeciwnie!

Wracam więc po przerwie na bloga... opowiem Wam też, co się w tym czasie działo... kulinarnego i nie tylko ;)

Po pierwsze pochwalę się, że znów mój wizerunek pojawił się w gazecie. Znajoma fotografka robiła zdjęcia mieszkańcom Sołacza - jednej z poznańskich dzielnic. Zupełnie przypadkiem wygadałam się, że mieszkam na tej ulicy, na której akurat nie znalazła żadnego modela...i tak się potoczyło. Pojawiłam się w samym środku dodatku poznańskiego do Gazety Wyborczej (nie, nie na "rozkładówce" ;))) ) 
Na zdjęciu jestem z jedną z moich kotek, mam też psa (któremu gotuję prawie codziennie... ale to nie są to potrawy na bloga ;) )
http://poznan.gazeta.pl/poznan/56,36039,12958077,Dziewczyna__z_kotem,,2.html 

Poza tym kolejny sukces! Zostałam zaproszona na Wrocławską ASP by poprowadzić wykład o Estetyce Kulinarnej. Co prawda terminy wciąż mi nie pasują (work is work :( ) ale może wiosną się uda!




Matka Polka brała również udział w konkursie organizowanym przez Restaurację Vine Bridge pt. "Jedzmy Bardziej". Z trzema innymi laureatkami konkursu:: Kasią, Olą i Anią zostałyśmy zaproszone na warsztaty kulinarne do w/w restauracji prowadzone przez szefa kuchni Radkiem Najmanem.



Oto fotorelacja z wydarzenia.
 (zdjęcia wykonywane albo moim telefonem, albo udostępnione z profilu Fb restauracji Vine Bridge).

Komponowanie menu. fot. Vine Bridge

Fartuszek  :) 

Dostałyśmy "firmowe" fartuszki i mogłyśmy wspólnie z szefem kuchni zabrać się za przygotowanie wymyślonego przez Szefa Kuchni menu na dzisiejszy wieczór. Propozycje były fenomenalne!

Sałatka z granatem, zielonym dressingiem
+ pierożki z ciasta filo








Na początek pierożki z ciasta filo z serkiem kozim, prażonymi orzechami włoskimi i... lawendą! Przyznam, że po raz pierwszy użyłam lawendy jako przyprawy, ale nie żałuję i zamierzam korzystać z niej częściej! Aromat prowansji w potrawie - coś świetnego!



Zielony dressing też okazał się strzałem w dziesiątkę, ale cóż się dziwić, w końcu wszystko było wykonywane pod kierunkiem szefa kuchni z prawdziwego zdarzenia!
fot. Vine Bridge


Warsztaty okazały się również spełnieniem moich estetyczno-kulinarnych zainteresowań. Nowe tendencje odchodzą od tradycyjnych naczyń, zarówno jeśli chodzi o kształt jak i formę. bazaltowe płytki dają za to wiele pola do popisu! Coś między kulinarnym suprematyzmem a ekspresjonizmem, w skrócie: gdyby Malewicz i Pollock byli kucharzami... to tak mogłyby wyglądać ich kompozycje na talerzach ;-)

kompozycje na płytkach bazaltowych .
fot. Vine Bridge
Pewnie nie jesteście w stanie zgadnąć, co na tym "talerzu" się znajduje, więc podpowiem: Poza nakładaną przeze mnie polędwiczką jest tu sos z kalafiora, soczewica i brukselka z chili (polecam tą brukselkę - wkrótce wrzucę przepis na nią na bloga, ponieważ dopiero jedząc ją nauczyłam się, że brukselka jest smaczna! Źle podana bywa tak, jaką ją znamy ze stołówki... gorzka i wodnista)

robimy suflet...

Deser zaproponowałam ja... przypomniałam sobie, że kiedyś będąc gościem restauracji wdałam się w dyskusję z kelnerem na temat mieszania smaków. Zaproponował mi suflet z gorzkiej czekolady i... sera pleśniowego! Niestety z przyczyn technicznych nie mogłam go wtedy zamówić...








Przyznam, że smak był zaskakujący! Lejąca się czekolada i smak sera roquefort uprasza podniebienie o JESZCZE! 
SMACZNEGO!
fot. Vine bridge


Wszystkich chcących posmakować dań proponowanych przez Szefa Kuchni Radka Najmana zapraszam serdecznie do odwiedzenia restauracji www.vinebridge.pl lub www.darkrestaurant.pl


niedziela, 18 listopada 2012

GRUSZKI Z IMBIREM I KRUSZONKĄ

Przepis bardzo prosty, wymyślony spontanicznie, gdy naszła mnie ochota na kruszonkę! Postanowiłam ograniczyć pole rażenia bomby kalorycznej do minimum ;-) i oto c powstało dziś w mojej kuchni.

Składniki:

4 gruszki (wybierajcie raczej twarde!)
korzeń imbiru
masło
maka
cukier

Sposób przygotowania:

Gruszki kroimy na ćwiartki i wykrawamy gniazdka nasienne. Nacieramy startym imbirem.
Z mąki, masła i cukru robimy kruszonkę w proporcji 2:1:1 (ja odmierzałam łyżkami: 4 łyżki mąki + 2 łyżki masła + 2 łyżki cukru) Ugniatamy w rękach aż powstanie plastyczna masa. Masę nakładamy na gruszki. Pieczemy w piekarniku w temp ok 180 stopni aż kruszonka się zrumieni (ok 30-40 min)

wtorek, 7 sierpnia 2012

KISZONE POMIDORY

Sezonu zaprawowego ciąg dalszy.
Pomysł na kiszone pomidory wywodzi się ponoć z tradycji kuchni ukraińskiej. Kiszenie jest jedną z popularniejszych form konserwowania żywności na terenie Europy środkowo-wschodniej.
Spotkałam sie również z kiszonymi jabłkami i śliwkami, jednak moją sympatię zyskały właśnie pomidory. Ich smak trudno przyrównać do czegoś znanego, są dzięki temu niepowtarzalne.





Składniki:
- pomidory (nie umiem podać wagi, zrywałam tyle,
by zmieściły się do weka)
- koper (koniecznie z parasolami)
- czosnek (kilka ząbków)
- korzeń chrzanu 
- sól
- woda przegotowana


Sposób przygotowania:
- przygotowujemy solankę z przegotowanej wody i soli (najchętniej niejodowanej) w proporcji 30g soli na 1 l wody, odstawiamy do ostudzenia. Na dno weka wkładamy gałązkę kopru, przekrojone na pół  2-3 ząbki czosnku oraz plasterek z korzenia chrzanu, układamy pomidory (najlepszą odmianą są "mięsiste" pomidory, poza tym zawsze dorzucam koktajlowe, bo mieści się ich dużo i można je upchnąć pomiędzy te większe). na wierz również wrzucamy koper, czosnek i chrzan, zalewamy ostudzoną solanką i zamykamy szczelnie słoik.

Gdy zrobiłam te pomidory w zeszłym roku planowałam zjeść je od razu po kilku dniach, nie pasteryzowałam więc słoika... Pomidory przeleżały kilka miesięcy i...nic im nie dolegało, więc sądzę, że pasteryzacja kiszonek jest zbędna ;-)

wtorek, 24 lipca 2012

MUS JABŁKOWO-CZOSNKOWY

Na drzewach jabłek zatrzęsienie, więc szukałam inspiracji... kartkując stary notatnik kulinarny mojej mamy natrafiłam na mus, który uwielbiam!
Jest doskonałym dodatkiem do mięs (lub innych potraw wytrawnych, np. kotletów z selera ;-) )
Obłąkańcy mogą też wyżerać łyżeczkami wprost ze słoiczka!;-)





Składniki:

- 1,5 kg jabłek (odważyłam obrane i bez gniazdek nasiennych)
- 4-5 ząbków czosnku
- 1 łyżeczka ziela angielskiego (utłuczonego w moździerzu)
- 1 łyżeczka imbiru (dałam proszkowany)
- 1 łyżeczka cynamonu
- 1 łyżeczka goździków (utłuczonych w moździerzu)
- pieprz
- ocet winny (ok 1 łyżki: do smaku, zależy od odmiany jabłek, do tych słodszych dałabym więcej)
- miód (1-2 łyżki: do smaku)
- cukier (4-5 łyżek: do smaku)


Sposób przygotowania:

Jabłka obieramy i wycinamy gniazda nasienne, odważywszy 1,5 kilo wrzucamy do garnka, zasypujemy przyprawami (imbir, goździki, ziele angielskie, cynamon), dodajemy zmiażdżony (przez praskę) czosnek i smażymy na wolnym ogniu przez ok 20-30 minut. Gdy jabłka nabiorą konsystencji musu dodajemy pieprz, ocet winny, miód i cukier. Przekładamy gorące do słoiczków, zakręcamy i ustawiamy do góry dnem, by się "zassały" (można przekładać zimny mus i gotować słoiczki ustawione do góry dnem
w garnku z wodą nalaną do ok 1/3 wysokości słoiczków).
Smacznego!